poniedziałek, 3 lutego 2014

Błękitny Zamek - Lucy Maud Montgomery

Lucy Maud Montgomery





Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Błękitny Zamek
Cykl wydawniczy: Romantyczna
Oryginalny tytuł: The Blue Castle
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 25.09.2013
Stron: 280
Tłumaczenie: Joanna Kazimierczyk 







„Gorzka jest chwila, kiedy kobieta uświadamia sobie, że nie ma miłości, obowiązku, celu ani nadziei.” [s.10]


Młoda kobieta poszukująca swojego miejsca na Ziemi i swojej drugiej połówki. Dopiero wstrząs, zmienia nieodwracalnie jej żywot. Dochodzi do wniosku, że to nie jest prawdziwe życie, że jest to tylko egzystencja, działa według określonego schematu, czym zadowala tylko swoje otoczenie, a nie samą siebie. Teraz ma nadzieję zrobić coś dla własnej uciechy. Ostatnie dni, tygodnie czy miesiące, które jej pozostały chce tak naprawdę PRZEŻYĆ, a nie tylko kluczyć od czynności do czynności wykonywanej codziennie, bez sensu, bezo określonego celu. Do czego będzie zdolna? Czy odwaga jej nie opuści? Czy wreszcie odnajdzie miłość, czy może jest skazana na wieczne staropanieństwo?

Lucy Maud Montgomery jest jedną z najbardziej znanych pisarek kanadyjskich. Ma na swoim koncie wiele powieści, opowiadań, autobiografii, jak i pamiętników. Z pewnością większość czytała lub słyszała o jej Ani z Zielonego Wzgórza, która stała się symbolem Wyspy Księcia Edwarda, skąd pochodzi i autorka i główna bohaterka cyklu Ania Shirley. Błękitny Zamek zaś, bo o nim aktualnie mowa po raz pierwszy ukazał się w 1926 roku, lecz polskiego wydania doczekał się dopiero po około siedemdziesięciu latach.

Jak dobrze było powrócić do swojej ulubionej pisarki. Jak dobrze, było zapoznać się z jej zupełnie inną powieścią. To był czas na przypomnienie sobie Ani. Przyjaciółki, siostry, towarzyszki zabaw. Ani z Zielonego Wzgórza, jak i wszystkich późniejszych kontynuacji nigdy nie zapomnę. Błękitny Zamek opowiada zupełnie inną historię, ale jakby podobną. Podobną dla mnie, po wielu latach po przeczytaniu przygód Ani Shirley.

Montgomery ma wielki talent. Ma talent do pisania w sposób prosty, zrozumiały, ale ciekawy i taki swój. Taki charakterystyczny. Plastyczny, ale niewydumany. Taki z humorem, ale także z pewną nostalgią. Po prostu taki inny i wręcz przeze mnie niekiedy pożądany. Taki, który sprawia, że zagłębiam się w lekturę, choć gdyby pewnie była napisana inaczej, po prostu by mnie nie zainteresowała. Ta lekkość w doborze słów, to coś po prostu wspaniałego.

Valancy pomimo swojego wieku i swojego zachowania zostaje moją przyjaciółką i moim odzwierciedleniem. Może nie aż doskonałym, ale w większym stopniu. Książki, marzenia, plany i jej własny świat, którego prawie nikt nie może zrozumieć. Co prawda wiek jej, jakoś mi nie odpowiadał do jej zachowania, ale w końcu to tylko liczba, a życie w zamknięciu i odizolowaniu od świata robi swoje. Każdy wiek rządzi się swoimi prawami, także nic dziwnego, że czasem dwudziestodziewięciolatka zachowuje się niczym osiemnastolatka. Ale tu nie wygląda to głupio, lecz komicznie i taki miał być efekt. Rodzina także niczego sobie, ale jej z pewnością nie zazdroszczę. Być i mieć, racje serca i racje rozumu. Tak można porównać Valancy i jej ród, który myśli tylko o pieniądzach i reputacji, nawet kosztem swoich bliskich. Stwarzają pozory dobrej i ułożonej, lecz tak naprawdę są zepsuci do szpiku kości i nie ma w nich miejsca na takie reakcje jak spontaniczność, czy okazywanie uczuć, choćby takiej, jaką jest miłość.

Trzeba przyznać, że Lucy zwraca uwagę na wszystko. Na świetną kreację bohaterów, na styl, ale także na tło. Przedstawia nam ciekawy obraz miejsca, w którym życie Valancy. I po raz kolejny nie jest on wciskany na siłę, byleby coś tam było, ale jest osadzony w iście naturalny sposób. Nie ma długich opisów, są takiej długości, jakiej być powinny. Plastyczne i piękne. Ukazujące chłód domostwa oraz piękno i tajemniczość przyrody, ale także wiernie oddaje czas, w którym jest osadzona akcja.

Warto jednak sięgnąć po wydanie z 2013 roku, które wyszło nakładem wydawnictwem Egmont. Wcześniejsze niestety są niepełne, skrócone i zmienione, co widać choćby na pierwszy rzut oka, bowiem główna bohaterka tak naprawdę ma na imię Valancy zaś tam Joanna. Zasadnicza akcja i najważniejsze fakty się nie zmieniają, ale chyba każdy chciałby przeczytać powieść wierną oryginałowi, prawda?

Błękitny Zamek to powieść lekka, zabawna, ale także niekiedy wzruszająca. Jest jedną z tych, które umilają czas i podnoszą na duchu. Z nutką smutku, ale bez zbędnego przesadzania. Jest to jedna z tych książek, które pomimo swojej prostoty czyta się z niemałym zadowoleniem. A i piękne nowe wydanie do serii wydawniczej Egmontu Romantyczna ma jakiś swój urok. Może nie jest to okładka idealna, ale na pewno przyciągająca wzrok. Tę pozycję pióra Lucy Maud Montgomery polecam wszystkim. I tym, których Ania urzekła, i tym, którzy mają ją jeszcze przed sobą.  


Ocena: 7/10



„- Czy cerowanie nie może poczekać do jutra? – poprosiła.
- Jutro przyniesie nowe obowiązki – odparła nieugięta pani Fryderykowa.”
[s.40]
~~~~
„Rozpacz czyni człowieka wolnym, nadzieja – niewolnikiem.” [s.59]
~~~~
„Lecz tam gdzie jest życie, jest zawsze strach.” [s.69]
~~~~
„- Ale przecież my wszyscy jesteśmy martwi – odparła Valancy. – Cały klan Stirlingów. Tyle tylko że jedni są już pogrzebani, a inni jeszcze nie… to cała różnica.” [s.78]
~~~~
 „Życie toczy się dalej, mimo że wkracza w nie tragedia. Posiłki muszą być przygotowane, choć syn umiera, a garnki wyszorowane, nawet jeśli jedyna córka traci zmysły.” [s.95]
~~~~
 „[..] jeśli możesz z jakąś osobą spędzić pół godziny w milczeniu  czuć się dobrze, to możecie zostać przyjaciółmi. Jeśli nie możesz, to przyjaciółmi nie będziecie i nie warto tracić czasu na próby.” [s.142]


_____
Za możliwość zapoznania się z Błękitnym Zamkiem dziękuję wydawnictwu EGMONT

17 komentarzy:

  1. Ja mam sentyment do starszej wersji i zmiana imienia głównej bohaterki nie przypadła mi do gustu (dla mnie już na zawsze będzie Joanną). Nie wiedziałam jednak, że nowe wydanie jest pełniejsze. To zdecydowany plus.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda na to, że w bliskiej przyszłości będę musiała sięgnąć po wyżej zrecenzowaną książkę - wydaję się być przyjemną lekturą, która pozwoli czytelnikowi cofnąć się w czasie do dobrych lat dzieciństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kilka recenzji i wszystkie były pochlebne. Chyba muszę kiedyś przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przeczytać, mam nadzieję, że Montgomery znów przeniesie mnie do swojego świata... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chciałabym przeczytać :)

    po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Montgomery. :D Co prawda z serii o Ani mam za sobą dopiero pierwszą część (jeszcze to nadrobię), jednak już jakiś czas temu przeczytałam też "Błękitny zamek", "Historynkę" i wszystkie trzy części "Emilki...". To jedna z tych autorek, dzięki którym zaczęłam swoją przygodę z czytaniem, więc pozostanie mi do niej sentyment. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że na nią szybko trafię. Przekonałaś mnie swoją recenzją! Oby tak dalej! :)
    Pozdrawiam Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Być może kiedyś znajdę dla niej chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie przeczytam tę książkę, ale na pewno w jej ,,starej" wersji. Nie przepadam za współczesnymi tłumaczeniami klasyków.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj :)
    Jeżeli bierzesz udział w wyzwaniach to chciałabym Cię zaprosić do udziału w moim autorskim - Czytam Opasłe Tomiska
    szczegóły tutaj: http://recenzjeami.blogspot.com/2014/02/wyzwanie-czytam-opase-tomiska_4.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku trzeba zaznaczyć: Mery kocha tę książkę, ja kocham tę książkę i tego zapewne nigdy nic nie zmieni. Uwielbiam pasję Joanny, a jednocześnie dobrze rozumiem jej strach. Lubię malutką nutkę goryczy zawartą w kontrastowo zbudowanych postaciach początkowych (czyt. rodzinie Buby). Mery uwielbia scenę z torów, propozycję namalowania portretu i wycieczki po lesie. Słowem, tak ogólnie, to razem lubimy wszystko w tej książce. :D I nigdy do niczego się nie przyczepimy, tylko będziemy się zachwycać i czytać, gdy nam źle.
    Samo wznowienie - dobrze, podoba mi się inicjatywa kolejnych tłumaczeń Ani i Błękitnego zamku w ostatnim czasie. Nawet jestem ich ciekawa. Ale...
    -kompletną bzdurą jest, że to jest pierwsze pełne wydanie tej książki! Zawsze byłam przekonana, że pierwszym pełnym wydaniem tej książki jest to z Wydawnictwa Literackiego na 100-lecie Ani, chociaż wikipedia aktualnie mnie przekonuje, że w 1993 roku było pierwsze pełne wydanie. Mniejsza o to, Egmont nie jest jakimś zbawicielem, wydań do tego czasu było kilka, swoje ma także Prószyński bodajże.
    -po drugie, pierwsze wydanie Błękitnego zamku miało miejsce w Polsce 1926 (jak przekonuje wiki po raz kolejny), chociaż spotykałam się z datami 1925 i 1927. W każdym razie, była praktycznie natychmiast ta książka przełożona na polski.
    -po trzecie, będzie narzekanie na wydanie Egmontu, które jest wręcz okropne! Udała im się całkiem Pollyanna, jednak to? Kupowałam siostrze prezent na Święta, jej mama jest konserwatywną osobą i po prostu zniechęciłam się do kupienia tego. Jak by zareagowała na takie wydanie? Sory, pomyślałaby że to Harlequin! I zapewne zapytałaby się, czym ja jej dziecko karmię. Słowem, pożyczyłam jej swoje wydanie... (jak dla mnie sto razy ładniejsze).

    Kwestii tłumaczenia nie chcę poruszać, jak dla mnie to bardzo subiektywna sprawa, niektórzy są zakochani w tych starych, gdzie tłumacze byli artystami, inni wolą dzisiejsze, zazwyczaj bardzo rzeczowe. Osobiście też wolę te dawne, chociaż najlepiej chyba po prostu przeczytać oryginał. Szczególnie u Montgomery się to sprawdza, Mery wie, co mówi. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scena z torów, jak i końcowe sceny są po prostu wspaniałe. Więcej takich książek poproszę. ^^

      Trochę przypomina Harlequin, ale po przeczytaniu moje zdanie trochę się zmieniło. Jednak okładka ma w sobie jakiś urok.

      Co do wydań, cieszę się, że przeczytałam to, a nie wcześniejsze, bo jakoś nie pasuje mi spolszczanie imion w zagranicznych książkach. To trochę jakby inna historia, innej osoby.

      Z pewnością Mery wie, co mówi. Sama chciałabym przeczytać Montgomery w oryginale, ale do tego jeszcze bardzo, bardzo długa i wyboista droga. Przed tym Black musi zabrać się za jakieś inne anglojęzyczne książki, a dopiero później, jak będzie gotowa zacząć przygodę z powieściami tej autorki, do tego jednak trzeba mieć znacznie większe umiejętności. :)

      Usuń
    2. Sama książka jest strasznie w stylu Montgomery, choć jednocześnie troszkę odstaje od innych, jednocześnie trzymając się schematu. Harlequin - to komentarz do okładki. ;-)
      Spolszczanie imion w zagranicznych książkach - Joanna nie funkcjonuje od bodajże 1993 roku czy któregoś tam. A samo spolszczanie - jak dla mnie coś oczywistego, nie we wszystkich książkach, jednak w książkach Montgomery i ogólnie książkach z dzieciństwa - Ania, Kubuś Puchatek - jak tego nie tłumaczyć?!

      Mery nie jest w sprawach oryginałów ekspertem, podczytuje sobie Anię i w ogóle, ale też ma z tym wielkie problemy - ogólnie angielski na razie szlifuje ostro, bo się zbliża coś na m...

      Usuń
    3. Tak, tak wiem, że do okładki, bo i mój kierował się w jej stronę, bo tylko okładki tych książek mogę oceniać, ze środkiem jeszcze się nie zapoznałam. :)

      Z innymi muszę się koniecznie zapoznać, bo jak na razie za mną tylko cykl o Ani i wyżej wymieniony tytuł.

      Rozumiem, w wielu sytuacjach spolszczenie jest aż wymagane, ale niektóre powieści mogłyby się za to bez tego obejść. Wszakże Valancy to naprawdę ładne imię. :)

      Z pewnością Mery jest większym ekspertem niż Black. Black niby coś tam robi, ale jakoś efektów nie widać. Trzeba się wreszcie zabrać do roboty, a nie tylko mówić i planować, bo to straszne coś na m... jak sama Mery napisała się zbliża, a Black już się tego obawia i nie wie, jak sobie na tym czymś poradzi. W skrócie, obawia się, że w ogóle sobie nie poradzi. Ot, tak po prostu.

      Usuń
  12. Okładka bardzo mi się podoba :) a jeśli książka podnosi na duchu, to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niedawno poleciła mi książkę koleżanka, dla której ta pozycja jest jedną z ulubionych, do której często powraca. I rzeczywiście jeden wieczór i jakoś inaczej na sercu. Świetna lektura, optymistyczna z dużą dawką energii i humoru. Można jej zarzucić tendencyjność ale Joanna jest tak sympatyczną bohaterką, że większość z nas na pewno ją polubi, kibicując jej z całego serca.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...