poniedziałek, 13 maja 2013

Gwiazd naszych wina – John Green

John Green






Autor: John Green (strona autora)
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Oryginalny tytuł: The Fault in Our Stars
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 6 lutego 2013
Stron: 312





„Bez smutku nie zaznalibyśmy smaku radości.” [s.271]


Są takie książki, o których jest głośno. Jedne z ich, to te, które „zmartwychwstają” z powodu ekranizacji, a drugie, to te, które po prostu takie są. Napływają do nas z różnych zakątków świata. Najczęściej z Wielkiej Brytanii, a jeszcze częściej z Ameryki. Nie oszukujmy się, większość z nas czyta niewiele polskich autorów, bo nie są tak nagłaśniani jak ci zza naszych granic. Jeśli oczywiście w ogóle czyta, coś oprócz nudnych lektur szkolnych. W ciągu ostatniego roku było kilka takich książek. Niezaprzeczalnie są to „Igrzyska śmierci” i „Intruz”, które należą do tej pierwszej ze wcześniej wspomnianych kategorii. Do drugiej mogę zaliczyć „Wybranych” i jeszcze wcześniej przeczytaną „Złodziejkę książek”. Każda z tych pozycji jest na swój sposób wspaniała i każda z nich opowiada zupełnie inną historię. Tak samo jest z „Gwiazd naszych wina”. Jest to inna opowieść od wcześniej wymienionych, ale łączy ja z nimi to, że jest o niej ostatnio niezwykle głośno. Co tu dużo mówić. I ja temu uległam. Uległam ciekawie zapowiadającej się historii i tym wszystkim – mniej lub bardziej pochlebnym, choć tym drugim w szczególności – recenzjom.

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka. Jest zwykłą niezwykłą nastolatką. Gdy nie ogląda „America’s Next Top Model” (naszego polskiego Tap Madl. Zostań modelką) z nieodłącznym przyjacielem – aparatem tlenowym – Phillipem, czyta książki i chodzi na grupę wsparcia. Próbuje żyć normalnie na tyle na ile udaje się to nastolatce taszczącej ze sobą aparat tlenowy. Na jednym ze spotkań grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa, to właśnie wtedy jej życie nieodwracalnie się zmienia. I w jakimś – mniejszym lub większym – stopniu zmienią się ona sama. Czy pozna odpowiedzi na nurtujące ją od wielu lat pytania? Jaka jest ich treść? Czym jest życie i śmierć? Co tak naprawdę zostaje po człowieku po śmierci? Czy to, aby nie „gwiazd naszych wina”? 

John Green jest amerykańskim autorem bestsellerów z listy „New York Timesa”. Zadebiutował powieścią „Szukając Alaski”. Ostatnia jego książka „Gwiazd naszych wina” odniosła, a raczej odnosi niezwykły sukces. W Polsce szóstego czerwca tego roku mają ukazać się jego „Papierowe miasta” również wydane nakładem wydawnictwa Bukowy Las.

John Green napisał, coś innego. Coś świeżego i coś banalnego zarazem. Coś, czego jednak banałem nazwać nie można, bo byłaby to obraza dla tej książki, a komplement dla innych banalnych, nic nie wartych lektur. Napisał coś smutnego, poruszającego i wesołego zarazem. Napisał coś niby prostym, ale także skomplikowanym językiem. Napisał coś łatwego, a zarazem skłaniającego do refleksji. Napisał coś szczerego i niezwykle realnego, ale jak sam przyznał fikcyjnego. A wreszcie napisał coś, co na długo pozostanie w mojej pamięci i do czego z pewnością będę wracać.

Bohaterowie są zupełnie inni niż wszyscy. Silni, ale mający swoje słabości. Charyzmatyczni, z poczuciem humoru, ale i bystrzy i inteligentni, ale co najważniejsze normalni. Realni. Nie są wyidealizowani. Normalni nastolatkowie, których można spotkać tak naprawdę wszędzie. Można, ale niestety ich się nie spotyka. Są wyjątkowymi bohaterami i ludźmi. Jednak wiadomo, że chorzy czasami szybciej dorastają. Tak było, np. z Oskarem z „Oskara i pani Róży” i tak jest tutaj. Ale ma to swoje plusy. Pozwala zobaczyć, jak tacy ludzie postrzegają świat, do jakich wniosków dochodzą mimo tak młodego wieku. Green zrobił to jednak w niewymuszony i naturalny sposób.

Z każdym z nich się zżyłam. Z inteligentną Hazel i ciekawym Isaakiem, z którymi chętnie bym się zaprzyjaźniła. Z charyzmatycznym i seksownym Augustusem, którego z chęcią bym jeszcze bliżej poznała. Bohaterami tak wyrazistymi, że nie sposób o nich zapomnieć. Nawet o tych pobocznych, bo każdy z nich odgrywa ważną rolę i przedstawia swoją historię.

Książka jest pełna humoru, bo nie raz zagościł uśmiech na mojej twarzy podczas jej czytania. Ale tak jak jest pełna humoru, tak samo jest pełna smutku. Jest to jedna z tych pozycji, przy której moje oczy nie wytrzymały i już po chwili rozmazując obraz przede mną w tak dotkliwy sposób, że kilka razy musiałam przerwać lekturę. Łzy płynęły, a ja nie mogłam uwierzyć w to, co zrobił ze mną autor, co zrobił swojej powieści, swoim bohaterom i mnie, swojej czytelniczce. Zaskoczenie, ból i łzy.

Podczas czytania pomyślałam, czemu właśnie takich lektur nie ma w kanonie. Pięknych, poruszających i dających do myślenia. Jednak po chwili zrezygnowałam z tej myśli. Czemu? Po prostu zaczęłam się bać. Zaczęłam bać się tego, że stałaby się zbyt pospolita. Stałaby się jedną z lektur, które trzeba przeczytać, a już na samą myśl większości by się odechciało. Ale sądzę też, że niektórym, a raczej mniejszości z większości spodobałaby się. Spodobałaby się na tyle, na ile może spodobać się książka, nie patrząc na to, że jest ona lekturą szkolną. Chociaż może ten fakt przekonałby znaczną większość z większości do czytania książek z własnej, nieprzymuszonej woli.

Uśmiech i łzy to słowa, które opisują tę książkę. Napis z okładki ma rację. A raczej nie napis, a Time, bo „Gwiazd naszych wina” jest „absolutnie genialna”. Skłania do przemyśleń nad wszystkim, o czym rozmyślają bohaterowie. Od razu po jej skończeniu wracałam do już przeczytanych stron, dialogów, refleksji. I powrócę z pewnością jeszcze nie raz. Jest pełna pięknych cytatów, które zapadły mi w pamięć i z pewnością w niej pozostaną. John Green wykonał kawał znakomitej roboty. Już wiem, dlaczego ta pozycja jest tak zachwalana. Jeśli Ty, tego jeszcze nie wiesz, Drogi Czytelniku to, na co czekasz? Nie ma czasu do stracenia. Ale radzę dzieło Greena zakupić, bo jestem pewna, że będziesz wracał do niej nie raz i nie dwa, a w takich sytuacjach lepiej mieć ją na swojej półce. A gwarantuję, że jest tego warta. Zapewne nie przekazałam wszystkiego, jednak to nie problem. Po prostu ją przeczytajcie, a sami się przekonacie, jaka jest ta książka, jaka jest historia w niej zawarta i jacy są bohaterowie.

Trwają prace nad adaptacją filmową, ale jakoś nie jestem jej szczególnie pewna. Na pewno ją obejrzę, ale obawiam się, że nie podołają temu zadaniu i co tu dużo pisać, film straci tę magiczną otoczkę, jaką ma książka. Mam jednak nadzieję, że tego nie zepsują, nie zrobią z tego kiczowatej historyjki, bo byłby to cios poniżej pasa dla tej lektury. A na pewno na to nie zasługuje. Jestem także niesamowicie ciekawa nowej książki Greena „Papierowe miasta”. Zupełnie inna historia, która zapowiada się interesująco.

Ocena: 10/10


„- To dlaczego tak na mnie patrzysz?
Uśmiechnął się półgębkiem.
- Bo jesteś piękna. Lubię patrzeć na pięknych ludzi, a jakiś czas temu postanowiłem nie odmawiać sobie prostych życiowych przyjemności.”
[s.22]
~~~~
„Dobrych przyjaciół trudno znaleźć, a jeszcze trudniej zapomnieć.” [s.32]
~~~~
„Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają.” [s.67]
~~~~
„- Jestem… jestem jak… Jestem jak granat. Mamo, jestem granatem, który w pewnej chwili wybuchnie, więc chcę zminimalizować ofiary, rozumiesz?” [s.105]
~~~~
„Świat –zauważył – nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.” [s.218]

33 komentarze:

  1. Muszę ją wreszcie przeczytać. Jest wiele lektur, które chcę mieć u siebie, ale ta jest na pierwszym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest po prostu cudowna. Więcej dodawać nie trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tę książkę, a 10/10 nadal wydaje mi się za niską oceną :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, teraz widzę, że chyba jestem jedną z niewielu - jeśli nie jedyną - której ta książka się nie spodobała. I wciąż liczę na to, że "Papierowe miasta" będę lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę! Musze przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam chęć na tę książkę już od dłuższego czasu. Czekam, aż ukaże się w bibliotece, ale chyba się nie doczekam i sama ją zakupię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupiłam ją z okazji dnia książki. Niedługo zabieram się za czytanie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie będę się długo rozpisywać...
    Po prostu MUSZĘ ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Będę na tyle miła, że nie powiem od razu, że wiedziałam, że ci się spodoba (wiedziałam!) i w ogóle tak strasznie się cieszę...
    Bo ta książka jest tego warta, by trafiła do wielu osób. Może nie jakaś spektakularna, jednak w swej prostocie i trafności bardzo dobra. I to zderzenie charakterów Hazel i Augustusa - tak podobnych i tak różnych za razem - majstersztyk.

    A adaptacja filmowa... Nie wyobrażam sobie. Na ekran chcą to przenieść? Przenosić można "Zieloną milę", w tej książce gra opiera się na słowach, przesłanie opiera się na słowach, cała fabuła to praktycznie niezauważalna gra gestów i krótkich myśli. Więc, jeśli się porwą i im się uda (w sensie, że reżyserowi) to będę jego dozgonną fanką. Jako, że kompletnie w to nie wierzę i widzę raczej, że wszystko oprze się na okey, na cierpieniu, na tym by stworzyć z tego melodramat z uśmiechem... Chociaż nie, stop, przestaję. Może wyjdzie im tak jak "Nietykalni"? (oglądałaś? "Nietykalni" wyszli na prawdę dobrze). Co prawda, oczekuję czegoś więcej niż od tej francuskiej pozycji (tylko dlatego, że już jestem zakumplowana z bohaterami, a i całe przesłanie będzie trudniej uchwycić, te wszystkie puenty zawoalowane...) jednak jak będzie chociaż na takim poziomie, będę usatysfakcjonowana.

    A "Papierowe miasta" i "Szukając Alaski" (czy jak to tam się nazywa) muszę kupić. Znaczy, poczekam aż to drugie wyda Bukowy Las (muszą to wznowić!) i będę się zachwycała. Przynajmniej mam taką nadzieję, w końcu to musi być chociażby dobre. Szczególnie, że z tego co się orientuję, nie zahacza o tego raka, na którym większość wyciska łzy i się wzbogaca....

    OdpowiedzUsuń
  10. O ludzieeeee... Tak sam wyszedł ten komentarz, poza tym mam licencję na długie pisanie, więc czytaj go sobie...:p

    A tak w ogóle, to musimy sobie, jak tylko Catalinka skończy, pogadać o tej książce nakanapie.:)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Mery
    Też tego nie widzę, ale może nas mile zaskoczą. „Nietykalnych” widziałam tylko przez moment, bo pani na zastępstwie nam puściła, ale ja akurat miałam na przerwie bliskie spotkanie z jednym owadem, więc przyszłam dopiero pod koniec. Na szczęście widziałam go na tyle długo, żeby mnie zainteresował i jeśli będę miała okazję z pewnością go obejrzę. :)

    Ja również jestem ciekawa tych dwóch pozycji. Z tego, co dobrze pamiętam „Szukając Alaski” będzie we wrześniu. Mam nadzieję, że okładka będzie utrzymana w podobnym stylu, co jej poprzedniczki. A po „Papierowe miasta” pewnie znowu sięgnę jak znajdę jakąś promocję i na jakąś okazję, czyli zapewne we wrześniu. :c

    Masz, masz i wiesz, że się cieszę z tych długich komentarzy, bo chociaż jest, co czytać i jest na, co odpowiadać. :D

    Obowiązkowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Już u mojej mamy "zamówiłam" na "Dzień Dziecka", jedyny dzień w roku, w którym chce być dzieckiem:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak wspomniałam na fejsie, czytałyśmy równocześnie. :) Książka bardzo przypadła mi do gustu, jak piszesz taka banalna, ale banalną nazwać jej nie można...

    "Gwiazd naszych wina" chwyta za serducho i nie puszcza, bardzo podoba mi się styl autora. A do ekranizacji też jestem sceptycznie nastawiona. Nie wyobrażam sobie po prostu tego na ekranie, ale do kina pewnie pójdę. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję Ci serdecznie za przemiłe słowa na moim blogu. :) I muszę też podziękować za to, że napisałaś bo inaczej nie odnalazłabym tak świetnego, książkowego miejsca. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam coraz większą ochotę na tę książkę, bo zachęcają mnie wszystkie pozytywne recenzje. Cieszę się, że moja koleżanka zakupiła "Gwiazd naszych wina", bo będę miała okazję do zapoznania się z tą wzruszającą historią.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie ta powieść znokałtowała emocjonalnie

    OdpowiedzUsuń
  17. @Mery, masz się zachwycać, bo "Szukając Alaski" jest naprawdę bardzo, ale to bardzo dobre :)). Okładka będzie podobna ;]. "Gwiazd naszych wina" już przeczytałam i podpisuję się w całości pod powyższą recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  18. @marietudorphoto – Nie ma za co, sama prawda. I ja również dziękuję za miłe słowa. :)

    @Catalinka – W takim razie ja czekam z niecierpliwością na wznowienie. Może wtedy ją zakupię, tak aby pasowała na półce z innymi książkami tego autora. Jestem ciekawa, co teraz wymyślą. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mogę się przemóc, odpycha mnie od lektury tej książki ten bum na nią. Poczekam aż będzie trochę ciszej..

    OdpowiedzUsuń
  20. O kurczę! Naprawdę niesamowita recenzja. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko szybko zaopatrzyć się we własny egzemplarz i zasiąść do czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytałam same dobre recenzje na temat tej książki i bardzo się cieszę, bo już za niedługo będę miała ją w swoich łapach! :D

    Ps. Zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. @Mała Mi – Ja zapewne też zabrałabym się za nią o wiele później, ale już tak stała na mojej półce i wołała do mnie, że nie mogłam jej nie posłuchać. :)

    @Tala – Dziękuję za miłe słowa. I zgadzam się z Tobą, bo ja tak samo zrobiłam. Trzeba było uczcić Dzień Książki i jak widać udało się. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka jest... brak mi słów. Piękna, cudowna... ŚWIETNA! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie czytałam ale dużo pozytywów znajduję na jej temat:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Na pewno przeczytam, gdy tylko będę miała okazję :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzięki za polecenie :)))) Zdecydowana podpowiedź :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Dzięki za recenzję. Zdecydowanie jest to książka, którą muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wspaniała książka! Czekam na ekranizacje!
    Zapraszam na mojego bloga literackiego: recenzujemyto.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Boże zgadzam się z tobą co do zdania! Książka jest cudowna nie do opisania! " bez smutku nie poznalibyśmy smaku radości" to cytat z książki i po dluższym zastanowieniu uznałam, że to o tej książce mówi ten cytat! Są książki smutne i wesołe większość ludzi uważa że nie powinno być smutnych książek ja sie z tym nie zgadzam! Bez smutnych ksiażek nie poznalibyśmy smaku radości!

    OdpowiedzUsuń
  30. Książka zamówiona na allegro. Nie mogłam się powstrzymać i ściągnęłam ebooka, żeby już zacząć czytać o losach Hazel oraz Augustusa. Co prawda jestem dopiero na początku, ale wiem już, że powrócę do tej książki nie raz. Po prostu cudo.

    OdpowiedzUsuń
  31. Cała książka do pobrania

    http://downloaded.pl/pobierz/gwiazd-naszych-wina-john-green-ebook

    OdpowiedzUsuń
  32. Dzisiaj kupiłam w Biedronce i zabieram się za lekturę, mam nadzieję, że też mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...