poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Strąceni - Gwen Hayes + dodatki :D






Autor: Gwen Hayes
Tytuł: Strąceni
Seria: Strąceni, tom 1
Oryginalny tytuł: Falling Under
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: lipiec 2011
Stron: 320
Ocena: 7/10







Zachęcona okładką i intrygującym opisem z ciekawością wypożyczyłam pewnego dnia „Strąconych” Gwen Hayes. Jednak czy książka sprostała moim oczekiwaniom?

Siedemnastoletnia Theia Alderson straciła matkę przy porodzie, więc od zawsze jest podporządkowana swojemu ojcu, który jej pozostał. Ojciec nie pozwala jej umawiać się z przyjaciółkami, wychodzić na imprezy, a tym bardziej spotykać się z chłopakami. Dla niego najważniejsze są lekcje muzyki córki, dobre maniery i wychowanie jej na ułożoną kobietę. Aby ją chronić kupił dom w cichej i spokojnej mieścinie Serendipity Falls, gdzie daleko od dramatów, zamachów i tym podobnych okropieństw. A jednak… Jednak nie zdołał się uchronić od wszystkiego. Pewnej nocy nastolatka zauważa płonącego chłopaka. Rankiem, gdy sprawdza wszystko, żeby upewnić się w przekonaniu, że to tylko sen zauważa na trawniku wypalone miejsce – oznaka po nieszczęśniku. Po tym nawiedzają ją dziwne sny, w których spotyka pewnego tajemniczego i przystojnego chłopaka. Czy to możliwe żeby nazajutrz ten nowy uczeń okazał się chłopakiem ze snów?! A jednak. Czy to nie jest przeznaczenie? Czy chłopak ze snów/nowy uczeń ma coś wspólnego z płonącym chłopakiem? Kim naprawdę okaże się być Haden?

Książka jest prowadzona z perspektywy Thei, więc możemy zapoznać się z jej przemyśleniami, odczuciami, obawami i jej historią. Czasami można się spotkać z narracją trzecioosobową związaną z Hadenem tak samo jak po koniec książki możemy się z nim zapoznać, bo kilka rozdziałów jest prowadzona przez niego. Co prawda czasami się w tym gubiłam, jednak nie było tak źle. Autorka ma lekki styl pisania, jednak błędy składniowe w zdaniach trochę mi przeszkadzały. Nie wiem czy to była wina autorki czy tłumacza, ale jednak z tym mogli się bardziej postarać, bo co jakiś powtarzały się słowa koło siebie, albo w ogóle zdanie dziwnie brzmiało. A tak naprawdę przestawienie wyrazów zdziałałoby cuda i już takich dziwnych błędów by nie było.

Muszę przyznać, że pani Hayes miała ciekawy pomysł. Co chwilę coś nowego związanego z Hadenem czy z przyjaciółkami Thei. Polubiłam bohaterów tej powieści. Theię za przemianę z nieśmiałej dziewczyny za osobę, która czego od chce od życia i walczącą o to, co dla niej ważne. Hadena za tą nutkę tajemniczości. Donny za jej cięty język, Ame za sposób bycia i moc, a Gabe’a za wesołe usposobienie. Jednak to nie zmienia faktu, że miałam nadzieję na porywający romans paranormalny, a tak naprawdę książka mnie nie wciągnęła. Fakt, przeczytałam ją do końca. Przeczytałam ją z ciekawości, co się wydarzy, jak to się wszystko potoczy i jakie będzie zakończenie, lecz nie czytałam jej z wypiekami na twarzy tak jak, np. „Ja, diablica” czy „Akademii Wampirów”.  Tak, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Może za wysoko podniosłam poprzeczkę tej książce? Może za bardzo mnie oczarowała ta piękna i tajemnicza okładka, która bardzo mi się podoba. Chyba na to wszystko wskazuje.

Podsumowując, książka nie jest zła, na swój sposób jest ciekawa, ale spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Jak widać tu działa przysłowie „Nie oceniaj książki po okładce”. Co z tego, że okładka jest śliczna, jeśli treść aż tak cudowna nie jest? Jednak książkę polecam tym, którzy chcieli się z nią od dawna zapoznać, bo mile spędziłam czas podczas czytania tej pozycji, a po następną część z chęcią sięgnę.




                                                                             *************************************

Wczoraj stałam się szczęśliwą posiadaczką tego pięknego pakietu moich upragnionych "Igrzysk śmierci". Będzie co czytać podczas majowego weekendu, oj będzie. :D



P.S. Jutro można spodziewać się podsumowania kwietnia 2012. :) 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Africanus. Syn konsula – Santiago Posteguillo







Autor: Santiago Posteguillo
Tytuł: Africanus. Syn konsula
Seria: Scypion Afrykański, tom 1
Oryginalny tytuł: Africanus: el hijo del cónsul
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: 2011
Stron: 450
Ocena: 8/10







O „Africanusie” czytałam wiele pozytywnych recenzji, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy miałam możliwość otrzymania jej do recenzji. Jest to moja pierwsza książka historyczna. Kiedy wreszcie do mnie doszło, że to jest właśnie książka z tego gatunku, miałam pewne obawy, bo nie wiedziałam czy sprostam językowi i tym podobnym sprawom, ale mogę jedynie powiedzieć, że były one bezpodstawne. 

Jest 235 rok p.n.e. Konsulowi Publiuszowi Korneliuszowi Scypionowi rodzi się pierworodny syn po swoim ojcu Publiusz Korneliusz Scypion, który będzie wychowywany zgodnie z rzymskimi tradycjami i z panującą tam wiarą. Nauka historii, greki czy sztuki wojskowej będzie przychodziła mu z łatwością. Odważny, honorowy i zaprawiony w bojach syn konsula pokaże swoje możliwości na niejednej z bitw toczonych podczas długoletniej wojny przeciwko kartagińskim wojskom Hannibala.

Pewnie większość z was uczyło się o wojnach punickich na historii. I ja nie jestem wyjątkiem. W pewnym momencie aż musiałam poszukać i sprawdzić mojego starego zeszytu, bo coś mi świtało w głowie, ale nie byłam pewna  czy to jest to samo. I nie myliłam się. W pierwszej klasie gimnazjum miałam kilka lekcji na ten temat. Jednak książka to nie to samo. W moim przypadku jest o wiele ciekawsza od wykładów nauczyciela. Bo wiadomo jak to jest na lekcji… Rozmowy, zamieszanie, czasami uciszanie klasy, a wszystkiego też nie zdąży się powiedzieć podczas tych niecałych czterdziestu pięciu minut.

„Africanus” wciągnął mnie od pierwszych stron. Łatwy, lekki język, którym posługiwał się autor, a także przypisy od tłumacza sprawiały, że książkę czytało się w zastraszająco szybkim tempie i bez żadnych trudności, a obce wyrazy związane z religią, wojskiem czy wieloma innymi rzeczami są dokładnie wyjaśnione w słowniczku, który znajduje się w „Dodatkach” na końcu książki. W tychże „Dodatkach” znajdziemy także Drzewo genealogiczne Scypionów, najwyższe dowództwo kartagińskie, listę konsulów Rzymu czy mapy z okresu, na którym skupił się autor. A „Dramatis personae”, które zamieszczone jest na początku wydania pozwala poznać wszystkich ważniejszych bohaterów, z którymi spotkamy się podczas lektury.

„Africanus. Syn konsula” autorstwa Santiago Posteguillo to naprawdę świetna książka, która mnie przekonała do powieści historycznych. Autor w bardzo ciekawy sposób pokazał nam obrzędy religijne, rządy, jakie panowały w tych czasach, relacje rodzinne, a także różnorodne strategie i w sposób, w jaki działało wojsko rzymskie jak i kartagińskie. Polecam ją wszystkim tym, którzy interesują się historią i tym, którzy się nią nie interesują, bo może ta książka zainteresuje was bardziej niż nudne lekcje, z którymi stykamy się w szkole A ja już z niecierpliwością czekam na kolejne części tej trylogii. 





Za możliwość zapoznania się z "Africanusem" dziękuję wydawnictwu Esprit! :) 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Stosik bez okazji :)

Z okazji czy bez bo w końcu dzisiaj jest Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich prezentuję wam nowy stosik. Zawsze w poniedziałki chodzę do biblioteki, więc nawet bez okazji coś zawsze wypożyczę. Stosik jeszcze niepełny, bo nie odebrałam jeszcze „Igrzysk śmierci” z empiku, ale mam nadzieję, że w ten weekend będę mogła cieszyć się swoim zakupem. :D




„Pamiętnik” Nicholas Sparks – z dzisiejszej wyprawy do biblioteki
„U martwych w Dallas” Charlaine Harris – owoc wcześniejszej wyprawy
„Marina” – Carlos Ruiz Zafón – także z dzisiejszej wyprawy
„Africanus. Syn konsula” Santiago Posteguillo – owoc współpracy z wydawnictwem Esprit, dziękuję za zaufanie! :)


Tę ostatnią pozycję właśnie czytam, więc w najbliższych dniach można spodziewać się jej recenzji, a jeśli nie jej to „Być piękną” Jeny Frey. Korzystając z trzech dni wolnego wreszcie będę miała czas na czytanie, bo w tygodniu szkolnym za bardzo czasu nie mam, niestety.

A przy okazji chciałabym życzyć powodzenia wszystkim gimnazjalistom, którzy jutro piszą testy. :) 

piątek, 20 kwietnia 2012

Cztery pory roku - Stephen King


Stephen King



Autor: Stephen King
Tytuł: Cztery pory roku (wcześniej wydawane jako „Skazani na Shawshank”)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2009 (wydanie kieszonkowe)
Stron: 512
Ocena: 9/10





Gdyby nie wyzwanie „Czytam Kinga” pewnie znowu za książkę nie zabrałabym się tak szybko. Jednak kolejka w bibliotece na nią i wcześniej wymienione wyzwanie tylko nakręciły mnie do tego, aby szybciej po nią sięgnąć. Kinga uwielbiam jego książki zawsze wywołują u mnie dużo emocji, np. strach czy zaskoczenie. Czy z tą było tak samo? O tym w dalszej części…
„Cztery pory roku” to zbiór opowiadań jak każdy się domyślił na każdą z nich. Każda jest, o czym innym, ale jednak każda ma w sobie elementy horroru. Nawet sam King o tym mówi w „Posłowiu” zamieszczonym na końcu.


WIOSNA NADZIEI: Skazani na Shawshank
Pewnie większość z Was oglądała film pod tym samym tytułem. Jednak słowo pisane o wiele bardziej przekazuje nam odczucia i myśli bohatera. Narratorem jest Ellis Boyd "Red" Redding, który opowiada nam historię pewnego mężczyzny, a później także jego przyjaciela – Andy’ego Dufresne’a. Tą historią pokazuje nam także życie w więzieniu Shawshank, a także, co jeden człowiek może zrobić uporem i ciężką pracą. To, czego dokonał Andy zdziwiło wszystkich łącznie ze mną.

LATO ZEPSUCIA: Zdolny uczeń
Straszna i zaskakująca opowieść o pewnym chłopcu. Bardzo bystrym chłopcu jak na swój wiek. Chłopcu, który odkrył prawdziwą tożsamość swojego sąsiada, pewnego samotnie mieszkającego starszego pana. Wiem, nie jest to zbyt ciekawe, ale to nie byle kto. Bo co byście czuli, gdybyście dowiedzieli się, że ten starszy pan, który mieszka parę ulic dalej jest imigrantem, a wszystkie gazety określały go, jako „Krwiożerczą bestię”? Bestię, która była kimś ważnym w niemieckim obozie koncentracyjnym, która robiła takie rzeczy, o których nawet nie oglądaliście w horrorach. A co jeśli ów chłopiec byłby tak zainteresowany historią, ale nie wszystkim, lecz najbardziej tymi najstraszniejszymi szczegółami. A po pewnym czasie miał myśli i sny straszniejsze niż niejeden horror. 

JESIEŃ NIEWINNOŚCI: Ciało
Czwórka dwunastoletnich chłopaków, którzy prowadzą się w swoim klubie na domku na drzewie. Jeden z nich schowany pod werandą, dowiaduje się z rozmowy swojego brata o ciele chłopca, którego wszyscy szukają od bardzo dawna. Myśląc, że to będzie niezapomniana przygoda i świetna zabawa, nawet nie wiedzieli jak pomylili się z tym drugim określeniem. Bo niezapomniane przeżycie to na pewno było dla głównego bohatera Gordona, który jako jedyny przeżył do tego czasu, aby nam o tym opowiedzieć.

ZIMOWA OPOWIEŚĆ: Metoda oddychania
Historia, która najbardziej mną poruszyła. Pan Adley, człowiek starszy zostaje zaproszony przez swojego szefa do pewnego klubu. Co pewien czas mężczyźni opowiadają sobie różne historie, a na poprzedzającą Wigilię noc pozostawiając sobie historię z dreszczykiem. Niejaki Emlyn McCarron postanawia wreszcie opowiedzieć swoją. Za czasów, gdy był młodym lekarzem ginekologiem, przyszła do niego niezwykła kobieta, pełna siły, gracji i świadoma, czego chce od życia. Poznajemy jego odczucia jej jak i jego. Jednak tej młodej ciężarnej kobiecie nie będzie dane ujrzeć swojego dziecka, ponieważ zginie przy porodzie, ale nie z przyczyn naturalnym, lecz w wypadku samochodowym, tuż przed szpitalem. Cóż za ironia losu… Jednak co z dzieckiem? Czy przeżyło? I co zdarzyło się przy tym „niezwykłym porodzie” jak to głosi opis na obwolucie książki?


King i tym razem mnie nie zawiódł. Pokazał to, że nawet krótkimi opowiadaniami może nas, a przynajmniej mnie zaskoczyć. Każda historia opowiedziana przez bohaterów mnie poruszyła, zaskoczyła. Jednak „Metoda oddychania” wywarła na mnie największe wrażenie i czytałam ją z otwartą buzią i wypiekami na twarzy. Nie mogłam uwierzyć w to co czytałam. King jak zwykle zrobił kawał dobrej roboty i jeszcze więcej. Moim zdaniem w pełni zasłużył na swoje miano „Króla horrorów”. Czytelnicy jego twórczości wiedzą, że pan Stephen używa trochę niecenzuralnego języka, ale mi to w żadnym wypadku nie przeszkadzało. Wręcz nie zwracałam na to uwagi. Jeśli kochacie Kinga, a nie czytaliście jeszcze tej książki to musicie koniecznie to nadrobić. Jeśli lubicie opowiadania z dreszczykiem to także pozycja dla Was, a także dla wszystkich tych, którzy nie zapoznali się jeszcze z twórczością tego pana. Z całą pewnością polecam i już nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne książki Stephena Kinga. 

wtorek, 17 kwietnia 2012

Zostałam otagowana! Czyli zabawa dla moli książkowych.

Szczerze się zdziwiłam, gdy zobaczyłam na blogu jednej z moich ulubionych autorek książek młodzieżowych, że zostałam wybrana do tej zabawy. Pani Kasiu (Bar "Pod Książkowym Molem" ), dziękuję! :) 

O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Trudno powiedzieć, bo lubię czytać wtedy, kiedy mam na to ochotę, ale chyba najczęściej i najbardziej lubię czytać w nocy przed pójściem spać. Włączam moją magiczną latarkę z komórki, kładę się i czytam. Czytałabym pewnie przy lampce, ale niestety pokoju sama nie mam, więc muszę jakoś sobie radzić. :D

Gdzie czytasz?
Oczywiście w domu. W wakacje na plaży, bo co ja bym mogła robić na plaży? Oczywiście, że najlepiej się opala czytając książkę. Nie wytrzymałabym chyba leżenia plackiem przez godzinę, bez niczego. W samochodzie, ale to przy dłuższych wyprawach, ostatnio miałam okazję czytać także w samolocie, więc w skrócie czytam wszędzie wtedy, gdy tylko mogę. :D

W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Zależy jak leży. Nie, no zależy jak mi wygodnie. Raz na leżąco, raz na wpółleżąco, raz na siedząco.

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Wszystko, co mi wpadnie w ręce, dopiero później się okazuje, że to ciekawa książka. Jednak najchętniej czytam romanse paranormalne, thrillery medyczne, horrory, młodzieżówki i wiele, wiele innych. ;)

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/kupiłeś albo dostałaś/dostałeś?
Ostatnio zamówiłam po obejrzeniu filmu cały cudowny pakiet „Igrzysk śmierci” i jak na razie czekam. ♥_♥ A dzisiaj dostałam „Africanus. Syn konsula” Santiago Posteguillo.

Co czytałaś/czytałeś ostatnio?
Dzisiaj skończyłam „Skąpca”, dlatego że na jutro mam termin, a pewnie moja polonistka zrobi mojej klasie kartkówkę ze znajomości treści. Szczerze? Książka nie była zła, chociaż nie cierpię tego gatunku.

Co czytasz obecnie?
Obecnie czytam „Cztery pory roku” Kinga, specjalnie na wyzwanie czytelnicze, bo gdyby nie to pewnie znając mnie wzięłabym się za tę książkę o wiele później.

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Zaginanie okładek?! Fuj, ble, ohyda. Nie cierpię czegoś takiego, dlatego tego nie robię. Oczywiście używam zakładek, a mam ich wiele dzięki mojej kochanej bibliotece, gdzie można brać ich ile wlezie. A czasami są bardzo ciekawe. Nie mam jakiś specjalnych. Są na nich reklamy innych książek, albo z akcji „Cała Polska czyta dzieciom”, kiedy brała na początku, bo nie miałam zakładek. Mam też kilka kartoników po prezentach z gazet jeśli były jakieś ładne i niezniszczone.

E-book czy audiobook?
Jeśli chodzi o te dwa typy to oczywiście e-book. Mam Kundelka, dzięki któremu oczy nie bolą przy czytaniu elektronicznej wersji książki. Audiobooka słuchałam przez chwilę, ale jakoś mi nie przypadł do gustu. Nie potrafiłabym się za bardzo skupić nad tym, bo pewnie zasnęłabym wcześniej niż przy normalnej książce, gdy chce mi się spać.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Hmmm… Ulubiona książka z dzieciństwa? Uwielbiałam czytać baśnie i pamiętam jak prawie, co roku dostawałam je od taty jak byłam mała. Uwielbiałam te wielkie tomiszcza zbiorów baśni Andersena, barci Grimm czy jeszcze innych znanych twórców.

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Trudne pytanie jak dla mnie. Mam wielu ulubieńców, więc jednego na pewno nie wybiorę, a żeby wszystkich tutaj wymieniać to byłoby za dużo pisania. ;)

A do zabawy zapraszam (nie zmuszam) następujące osoby :D :

_____________________________________________________________


Przepraszam, że ostatnio nie dodaję żadnych recenzji. W ten weekend postaram się dodać recenzję „Cztery pory roku” Kinga. Na szczęście w przyszłym tygodniu będę miała 3 dni wolnego, więc mam nadzieję to troszeczkę nadrobić. :D

wtorek, 10 kwietnia 2012

Informacje :)

Święta, święta i po…

Tak, tak. Święta, święta i po świętach, a jak ja to mówiłam u babci:
Żur, kiełbasy, jajek górka już po świętach kurka, rurka - czyli moja wersja TESCOwej reklamy. :D 

A teraz o czym chciałam od początku napisać. 

Jak widać zmieniłam adres bloga z: nastolatkaczyta na szeptksiazek.
Tak samo jak zmieniłam nazwę z „Opinie zaczytanej nastolatki” na „Zaczytana w swoim świecie”.

Jak Wam się podobają te zmiany? :D

O wiele bardziej podobają mi się te nazwy niż poprzednie. Raczej już te nazwy pozostaną, chociaż ze mną to nigdy, nic nie wiadomo. ;) Zmienię jeszcze tło, ale jak na razie nie widzę, żadnego, które mnie by w jakiś sposób zainteresowało, ale z tym to pobawię się dopiero w weekend, bo wiadomo. Szkoła i obowiązki wzywają. Nie chcę mi się. Tak, tak jestem leniwa i najchętniej przez cały czas siedziała w domu, ale cóż… Mam nadzieję, że coś się będzie działo.  A po szkole czeka mnie wypad z przyjaciółką do biblioteki, więc może zaprezentuję Wam nowy stosik, chociaż mam nadzieję, że się powstrzymam kolejny raz, bo jak na razie muszę przeczytać te książki, które mam już wypożyczone. A jest ich naprawdę sporo… ;)


Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę powodzenia oraz wszystkim uczniom cierpliwości jutro w szkole. :) 

piątek, 6 kwietnia 2012

Posłaniec - Markus Zusak







Autor: Markus Zusak
Tytuł: Posłaniec
Oryginalny tytuł: The Messenger
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2009
Stron: 452
Ocena: 6/10








Pewnego razu jak dodałam stosik na bloga wielu z Was nie mogło doczekać się mojej recenzji „Posłańca”, więc oto jest! :) Gdyby nie Wasze komentarze pewnie tak szybko bym się za niego nie zabrała. Mogę się założyć, że trochę by sobie jeszcze poleżał w szafce i poczekał na swoją kolej. „Posłaniec” zawdzięcza Wam to, że jednak zabrałam się za niego prędzej niż później. 

Ed Kennedy – zakochany w swojej przyjaciółce dziewiętnastolatek, (przeciętny) taksówkarz, (kiepski) karciarz mieszkający ze swoim psem Odźwiernym, z którym dzieli się nawet kawą. Jedno wydarzenie zmienia wszystko. Jeden napad na bank, którego był świadkiem zmienia całe jego życie. Po tym jak został bohaterem dostaje pierwszą wiadomość. Pierwszego asa, po którym już nie będzie tym samym człowiekiem. Teraz będzie robił coś dla ludzi, coś, co zmieni ich i jego życie na zawsze. Czy poradzi sobie ze wszystkimi asami? Czy podoła wyzwaniu? Czy sprawdzi się w roli Posłańca?

„Wszyscy mamy swoje obowiązki. Wszyscy cierpimy. Wszyscy znosimy swoje porażki dla dobra ludzkości.”

Jest to moja pierwsza książka Markusa Zusaka. Nie mogę jej porównywać do znanej wszystkim „Złodziejki książek”, bo ta pozycja dopiero przede mną. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po autorze. Czy stać go na wiele więcej czy jednak pokazał to, co miał nam do pokazania. Szczerze? Nie wiem czy książka mi się podobała. Mam pełno wątpliwości. Z jednej strony wciągnęła mnie do swojego świata, a z drugiej strony chyba oczekiwałam czegoś lepszego po tych pochwałach nad wcześniej wymienioną książką. Nie mogę zdefiniować tego, co czuję. Czy czuję zachwyt, czy jednak nie. Przyznam, że od pierwszych stron z chęcią ją czytałam i nie miałam ochoty jej odłożyć, bo nie nudziła mnie, ale jednak… Jednak jej specyficzny język do mnie w pełni nie przemówił. W ogóle nie poczułam tego, że narrator, a równocześnie główny bohater, czyli Ed  miał dziewiętnaście lat. Nie wyrażał się w taki sposób jak to robią jego rówieśnicy. Czułam się jakby to był facet po trzydziestce lub czterdziestce, a nie mężczyzna w kwiecie wieku. Chłopak, który ma jeszcze przed sobą prawie całe życie.

„Czasem ludzie są piękni. Nie z wyglądu. Nie w tym, co mówią. W tym, kim są.”

Muszę jeszcze napisać kilka słów o wydaniu. Moim zdaniem jest świetne. Nie mogę się do niego doczepić. Nie zauważyłam tam ani jednego błędu, a oprawa graficzna ma coś w sobie. Może nie jest cudowna, ale ma klimat. Patrząc na zagraniczne okładki stwierdzam, że jest chyba najlepsza. Duże litery sprawiają, że książkę czyta się jeszcze szybciej. 

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Markusa Zusaka i na pewno nie ostatnie, bo „Złodziejka książek” już leży na półce i tylko czeka na swoją kolej. Książkę polecam tym, którzy chcą zapoznać się z autorem po przeczytaniu „Złodziejki…”. Nie wiem może tak jak mówią niektórzy nie można się zrażać po jednej książce i sięgnąć po następną, co ja na pewno zrobię, bo nie mogę sobie odpuścić przeczytania jej. Pierwsze spotkanie uważam za udane, ale jednak od tego drugiego już oczekuję trochę więcej, jeśli cieszy się aż tak pochlebną opinią, bo to jednak nie było to, czego oczekiwałam.

 „A jeżeli facet taki jak ty potrafi się podnieść i zrobić to, co ty zrobiłeś dla tych ludzi, to może każdy będzie w stanie. Może każdy zdoła się wznieść ponad swoje ograniczenia.”



________________________________________________________________________________


Korzystając z okazji chciałabym wszystkim złożyć życzenia z nadchodzących Świąt Wielkanocnych. Życzę Wam wszystkiego najlepszego, zdrowych, spokojnych i wesołych świąt, bogatego zająca oraz udanego Śmigusa Dyngusa. :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Podsumowanie marca 2012

Ilość książek przeczytanych: 4 
  •   „Dziecko ulicy” Judy Westwater (recenzja)
  •   „Charlotte Isabel Hansen” Tore Renberg (recenzja)
  •   „Mały Książę” Antoine De Saint-Exupery 
  •   „Ava Farris. Podwójna tożsamość” Izabela Misztal (recenzja)

Ilość stron: 1123, czyli na dzień ok. 36,2.

Najlepsza pozycja: „Dziecko ulicy” i „Ava Farris. Podwójna tożsamość”

Największe rozczarowanie: Takowego na szczęście znowu nie było, choć przyznam szczerze, że po „Małym Księciu” spodziewałam się zupełnie, czego innego, ale nie mogę go tutaj wpisać, gdyż jednak miał coś w sobie i podobał mi się. ;)

Ilość recenzji: 4, chciałam już napisać, że jak widać wyżej, ale „Małego Księcia” nie zrecenzowałam, a ta jedna, której tutaj nie ma to „Gdy nadejdzie czas” Susane Colasanti.

Ilość książek zdobytych: 7
Recenzyjne: 2
  • „Charlotte Isabel Hansen” Tore Renberg (recenzja)
  • „Ava Farris. Podwójna tożsamość” Izabela Misztal (recenzja)
Wypożyczone z biblioteki: 5
  • „Anielscy obrońcy” Mary Stanton
  • „Być piękną” Jana Fray
  • „Dwa wybory” Dianne Wolfer
  • „Posłaniec” Markus Zusak <- obecnie czytam
  • „Pretty Little Liars. Kłamczuchy” Shara Shepard
Wyzwania:
Czytam Kinga  – 0
Na tropie Agathy – 0
Picoult &Sparks – 0
Z półki – 0

Statystki: W marcu odwiedziło mnie 975 osób co daje 2077 osób ogólnie. Dziękuję! Nie spodziewałam się, że tyle osób odwiedza mój blog i tyle osób go obserwuje, bo aż 61 osób. Dla kogoś może to nic, ale dla mnie to jest sukces. Jeszcze raz wszystkim dziękuję! :)


A co z kwietniem?...
W kwietniu chcę przeczytać na pewno Kinga. Dalej nie wiem. Może coś Katarzyny Bereniki Miszczuk i „Pretty Little Liars. Kłamczuchy” Sara Shepard. Nie nastawiam się na to na pewno, bo nie chcę żeby czasami coś nie wyszło. Zawsze tak jest, że jak coś planuje to mi nie wychodzi, więc wszystko wyjdzie w praniu. Jednak mam nadzieję, że w kwietniu przeczytam więcej książek niż w marcu i lutym. Chociaż wiem, że nie liczy się ilość, ale jakość. :) 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...