niedziela, 16 grudnia 2012

Nowa Ziemia. Świat po wybuchu - Julianna Baggott







Tytuł: Nowa Ziemia. Świat po wybuchu
Oryginalny tytuł: Pure
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: maj 2012
Stron: 472
Ocena: 7/10







Jeden wybuch może zniszczyć wszystko. Ziemia odczuła już to wielokrotnie na sobie. Była świadkiem zrzucenia tylko jednej bomby atomowej na japońskie miasto, które liczyło sobie ok. 275 tys. mieszkańców. Tak, mam na myśli Hiroszimę. Odczuła straty jakie ona poniosła. I pomyśleć, że tę jedną czterotonową bombę skonstruowali ludzie. Od razu przypomina mi się „Intruz” ze swoim przesłaniem, że ludzie wykończą sami siebie. To jest przykład tej brutalnej i bolesnej prawdy. 

Światło, jakby świeciły dwa Słońca i wybuch. To ostatni obraz, który ujrzała Pressia przed tym jak jej malutka rączka stopiła się z głową lalki, którą trzymała podczas eksplozji. Teraz jej ciało jest pełne blizn i oparzelin. Nie jest z tym sama. Każdy człowiek, który przeżył ma podobne „obrażenia”. Jej dziadek, który ma w gardle wiatraczek, chłopak z ptakami w plecach, ludzie stopieni ze sobą, jak np. mężczyzna, który nosi swojego brata na plecach, lub matki stopione z własnymi dziećmi, które już nigdy nie urosną. Są też tacy, którzy stopili się z ziemią, lub w ziemię, a także z budynkami czy zwierzętami. Ci ostatni mają więcej cech zwierzęcych niż ludzkich. Wszechogarniający pył sprawia, że ludzie powoli umierają. Brak już prawdziwych domostw, wszyscy mieszkają w pozostałościach budynków. Pieniądze już nie grają roli. Jedzenie zdobywa się na targu, dzięki wymianie, lub za drobne usługi. A pomyśleć, że tam, niedaleko znajduję się Kopuła, w której życie toczy się zupełnie inaczej… 

Kopuła. Życie w niej jest o wiele łatwiejsze, ale czy na pewno? Bo czy można mówić tak o miejscu, w którym ludzie są podporządkowani władzy, nie mogą z własnej woli się wydostać poza nią, a cała historia Wybuchu jest zatajona lub zakłamana? Gdzie mówi się, że ludzie, mieszkający poza nią, jeśli oczywiście przeżyli są obłąkani i żądni krwi? Wszystko jest kontrolowane. Mężczyźni przechodzą kodowanie, po którym stają się szybsi i silniejsi. Kobiety są selekcjonowane. Te, które nie będą mogły wydać potomstwa na świat zostaną także poddane kodowaniu mózgu. Siedemnastoletni Patridge jest pierwszą osobą, która z własnej woli wydostała się na zewnątrz Kopuły. Jednak nie jest w żaden sposób przygotowany na to, co zobaczy w tym świecie. O tym nie mówi się na lekcjach w Akademii, do której uczęszczał. Byłoby do wbrew panujących tam zasadom. Siedemnastolatek musi odnaleźć swoją matkę. Matkę, która przez te wszystkie lata była dla niego martwa. Siedemnastolatek posiada jednak pewne dowody potwierdzające to, że jego matka jednak może żyć. Ma też nadzieję.

Czy matka Patridge’a naprawdę żyje? Czy ją odnajdzie? Jak dojdzie do spotkania Presii i Patridge’a? Czy złowrogie OPR dopadnie Pressie po jej szesnastych urodzinach? Czy jej dziadek to wszystko wytrzyma? Co z ludźmi, których kiedyś tych dwoje kochało? Czy byli tym, za kogo się podawali? Czy mogą mieć jeszcze nadzieję na lepsze jutro?

Z autorką spotkałam się po raz pierwszy. Jej publikacje mam w planach, jednak jeszcze z żadną z nich się nie zapoznałam. Jeśli nie mówi wam nic Julianna Baggott, to może mówią wam coś jej pseudonimy Bridget Asher lub N.E. Bode? Tak, to ta sama osoba. Opublikowała już siedemnaście książek dla dzieci, dorosłych jak i zbiorów poezji. Jest także profesorem na Wydziale Pisania Kreatywnego Uniwersytetu Stanowego Florydy i założycielką organizacji non profit Kids In Need – Books In Deed. 

Narracja trzecioosobowa to według mnie najlepszy wybór. Nawet sobie nie wyobrażam jakby to wszystko wyglądało z narracji pierwszoosobowej. Choć w pewnym sensie mogłoby być równie ciekawie, jednak dla mnie byłoby to za dużo, mając na uwadze fakt, że rozdziały prowadzone są z perspektywy kilku, różnych bohaterów, głównie jednak jest do Pressia i Patridge.

Strach, brud, ból, cierpienie, brutalność emanują z tej książki.  Czasami wręcz odpychałam sytuacje, które podsuwała mi wyobraźnia. Nie chciałam ich widzieć. Nie chciałam, aby przed oczyma pozostawał obraz strasznych, krwiożerczych stworzeń, którymi stali się ludzie po wybuchu. Nie mogłam uwierzyć w to, że do tak strasznych okropności może posunąć się człowiek. Cały plan dopięty na ostatni guzik przez Willuksa, sprawia, że można się bać jego bezwzględności nawet wobec najbliższych mu osób. Nie mogłam znieść tego jak się zachował, jak mógł to wszystko zrobić bez najmniejszych skrupułów. Muszę jednak przyznać, że pomimo wielu wad w pewien sposób polubiłam El Capitana. Ci, którzy nie przeczytali książki, a będą ją może czytać w niedalekiej przyszłości, mogą się zdziwić, jak mogłam polubić czarny charakter w dokładnym tego słowa znaczeniu, ale później może zauważycie, dlaczego obdarzyłam go takim uczuciem, a nie innym. Co do innych bohaterów, moje odczucia są raczej pozytywne, ale jest to za mało, aby powiedzieć, że są moimi ulubionymi postaciami. Może moje nastawienie do nich zmieni się w kolejnych częściach, jak na razie pozostają one pozytywne i nic więcej.  

 „Nowa Ziemia. Świat po wybuchu” to pierwsza część trylogii „Świat po wybuchu” autorstwa Julianny Baggott, która nie jeden raz mnie zaskoczyła. Poruszyła moją wyobraźnię i serce. Już dawno nie zaszkliły mi się oczy przy powieści. Nie wiem. Może to za sprawą piosenki, którą miałam cały czas w głowie, podczas czytania. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, bo tak naprawdę nie wiem, czego mogę się jeszcze spodziewać. Na jaki pomysł wpadła autorka pisząc kontynuacje. W Ameryce premiera kolejnego tomu, pt. „Fuse” zapowiadana jest na luty 2013. Ciekawostką jest również to, że prawa do zekranizowania tej książki zakupił producent „Zmierzchu”, wytwórnia Fox 2000. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa tego filmu, jak i obsady. Choć z drugiej strony boję się, że nie podołają tak trudnemu zadaniu. Z jednej strony chciałabym go obejrzeć, a z drugiej boję się tych wszystkich okropności, którymi mogą mnie zaskoczyć na ekranie, jeśli ekranizacja naprawdę im się uda. Wiem jedno. Zapewne moja ciekawość wygra i z pewnością pójdę na ten film do kina.




„Ta blizna jest piękna – powiedział.
[…]
- Piękna? Przecież to blizna.
- Jest symbolem przetrwania.”
[s.349]
~

„To prezent – rzekła. – Myślimy, że będziemy mieli czas, a potem okazuje się, że go nie ma. To niewiele, ale chcę ci to dać.” [s.465]


_____
Trylogia „Świat po wybuchu”:
1. Nowa Ziemia | 2. Nowy przywódca | 3. Nowe jutro (w przygotowaniu)


_____
A to piosenka,  o której wspomniałam w ostatnim akapicie. Jedna z tych, którą cały czas nucę i cały czas mam w głowie. Teraz chyba to z nią będę kojarzyła „Nową Ziemię”.




____


Za możliwość przeczytania „Nowej Ziemi. Świat po wybuchu” z całego serca dziękuję wydawnictwu Egmont


18 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie.
    Zaintrygowana twoją recenzją postanowiłam, że kiedyś przeczytam tą książkę, ale poczekam sobie, aż wyjdzie w Polsce druga część tej trylogii. Na razie też mam masę innych pozycji do przeczytania, a w tym momencie na drukarce leży rozpoczęte "Miasto Kości".
    Ostatnio słyszałam tą piosenkę i chodziła mi ona po głowie w trakcie praktyki.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca historia. Piosenka też fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja chwalą tę książkę, więc trzeba będzie się przekonać o tym na własnej skórze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i bardzo mi się podobała. Teraz czekam na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja z reguły lubię czarne charaktery. Zwłaszcza, kiedy wychodzi na wierzch prawda o ich motywacjach, o bolesnej przeszłości. Kiedy okazuje się, że ten ich zaciemniony obraz wcale nie jest tak jednoznaczny.

    Bardzo lubię tę książkę - rzadko sięgam po ten gatunek, ale to spotkanie było bardzo udane. Podobnie jak Ty - mam obawy czy twórcy ekranizacji podołają zadaniu, ale jestem przekonana, że nawet jeśli nie będą wierni książce, to od strony technicznej przygotują prawdziwe arcydzieło. Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak muszę ją mieć! *_*
    W styczniu ją sobie zamówię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie recenzje tej książki bardzo zaintrygowały i dlatego postanowiłam ją kupić, ale było to dawno temu, jeszcze w wakacje. Dopiero ostatnio się za nią wzięłam i bardzo mi się podobała. Piosenka też genialna! Nie mogę przestać jej słuchać, a gdy ekranizacja będzie miała swoją premierę, pewnie chętnie na nią pójdę.

    OdpowiedzUsuń
  8. To już kolejna pozytywna recenzja , a ja mam słabą wolę i prędzej czy później z książką się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam na półce wersję i po angielsku i już niedługo zamierzam się za nią zabrać...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham tą książkę. *.*
    Mam nadzieję, że filmu nie spieprzą, bo normalnie foch! XD

    OdpowiedzUsuń
  11. brzmi interesująco, pewnie kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi książka podobała się bardzo, zwłaszcza przez postapokaliptyczną wizję świata. Pyły, Bestie, Grupony i te wszystkie stopienia. Świat, w którym życie to nieustanna walka. Fabuła też mi się bardzo podobała. Motyw brata Patridge'a bardzo wpisywał się w obraz nieludzkości "czystych".

    Co to El Capitana to nie mogę się zgodzić, że był czarnym charakterem. Owszem był po stronie złych ale była to postawa lojalistyczna. Był w pewnym sensie oportunistą, przyłączył się do OPR po to by chronić Helmuta.

    PS. Poprawka do wstępu. Na Japonię zostały zrzucone dwie bomby atomowe. Jedna na Hiroszimę, a druga na Nagasaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc, że El Capitan to czarny charakter miałam na myśli jego początkowy zarys. Czytając powieść dowiadujemy się dlaczego jest tak, a nie inaczej. Na początku jednak poznajemy go jako tego złego członka OPR. Kreatywa już o tym napisała, ja nie umiem tego tak ładnie ubrać w słowa. :)

      Tak, ale tutaj miałam na myśli tylko tę jedną, zrzuconą na Hiroszimę.

      Usuń
  13. Przperaszam na początku za wpis nie dotyczący aktualnej notki :)

    Nominowałam Cię do świątecznej zabawy. Miło mi będzie, jeśli weźmiesz udział.
    Jeśli jednak nie masz ochoty, to nic, nikt nikogo do niczego przecież nie zmusza :)

    http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2012/12/christmas-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna recenzja. A książka jak najbardziej mi się podoba :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz błąd - bród to płytkie miejsce w rzece, Tobie zapewne chodziło o "brud". Nie podoba mi się, że tyle wydarzeń zdradzasz w recenzji, oczekiwałam opinii, nie streszczenia. ;) Niemniej sama książkę już na szczęście czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  16. czytałam i uwielbiam tą książkę <3 nie mogę się już doczekać filmu ^^

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...